á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
Przedtem miałam tylko wyobrażenie, (...) teraz otrzymałam fakty i konkrety. Teraz, dzięki Piotrowi Derlatce, objawił mi się dobry, utalentowany człowiek, niedostosowany do szarej prozy życia, zagubiony w niej i niepotrafiący zadbać o swoje pozaliteracko-towarzyskie powinności. Wymykający się codzienności i nudnym obowiązkom, któremu „kultura” picia alkoholu w PRL-u, padając na podatny grunt, odebrała zdrowie, rodzinę i życie.
Według mnie najpiękniej o Jonaszu powiedział Andrzej Poniedzielski - „Jonasz pokazał nam, że w tym czarno-białym, zniewolonym kraju za pomocą dobrego manipulowania czernią i bielą można uzyskać szarość wpadającą w zieleń”.
I chociaż, przed sięgnięciem po tę biografię, życie Jonasza Kofty nie było mi zupełnie obce, to dzięki niej dowiedziałam się o wiele, wiele więcej. Nie znałam bowiem wcale okresu poznańskiego i związanych z nim barwnych lat nauki w tolerancyjnym, na tle innych szkół średnich, liceum plastycznym. Wydawało mi się też, że o niezapomnianym XV Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, którego Kofta był dyrektorem artystycznym, wiem sporo, jednak o tym, że Telewizja Polska wycięła z montażu konferansjerkę Jerzego Stuhra podczas jednego z koncertów – nie wiedziałam! Właśnie podczas tego koncertu, krakowski aktor wcielił się w rolę technicznego, tego od przestawiania mikrofonów i kabli na scenie, tyle że na koniec i on sięgnął po mikrofon, i zaśpiewał… Wykonanie, ale przede wszystkim przesłanie piosenki Kofty „Śpiewać każdy może”, w tamtych czasach, było mocno kontrowersyjne.
Autor biografii Jonasza Kofty wykonał godną podziwu weryfikację dokumentów i materiałów, dotarł do imponującej rzeszy osób, związanych z Koftą zawodowo i prywatnie, z którymi przeprowadził ogrom rozmów. Przedstawił szeroki kontekst historyczny, społeczny, kulturalny i obyczajowy czasów, w których żył twórca piosenek, ale tym samym rozmył Koftę na tym tle, zamiast go na nim wyróżnić. Pełny portret poety pojawia się tak naprawdę dopiero w ostatnim okresie życia, tym zdeformowanym chorobą i nałogiem.
Mimo iż Derlatka ma niezły styl i gładko czytało mi się tę napisaną przez niego opowieść, wychodził z niego polonista-interpretator, który narzucał czytelnikowi swoje rozumienie sensu utworów Kofty. Miałam też podczas czytania wrażenie charakterystycznej akademickości tej książki, objawiającej się przesadnym nagromadzeniem cytatów, jak w naukowej dysertacji. Wydaje mi się, że autorowi zabrakło luzu, dystansu i wyrobienia, jakie prezentuje, chociażby, Mariusz Urbanek. Chylę jednak czoła przed kwerendą, której dokonał.